Rodzic w terapii – mocny filar



Rodzice zaniepokojeni rozwojem swojego dziecka starają się szukać dla niego pomocy. Zapisują malucha na konsultacje, na badania przesiewowe w przedszkolu, idą do jednego, drugiego, trzeciego specjalisty, kupują zalecane materiały, książki, zawożą na zajęcia i czekają na efekty pracy. Czy aby na pewno to wystarczy? Moim zdaniem rola rodzica w trakcie trwania terapii jest znacznie znacznie większa i to ona stanowi podstawę właściwej relacji na płaszczyźnie rodzic-dziecko-specjalista.

Postawy i oczekiwania rodziców wobec terapeutów i samej terapii są bardzo różne. Jedni chętnie współpracują, pokazując ogromne zaangażowanie. Inni są bardziej obojętni i wycofani, jeszcze inni ze względu na strach przed popełnieniem błędu nie podejmują się żadnych dodatkowych działań. Jeszcze inni okazują jedynie roszczenia i wymagania, oczekując niemalże natychmiastowych i spektakularnych efektów bez najmniejszego wkładu pracy własnej. Nie mam prawa oceniać żadnej z tych postaw, nie mam prawa kazać rodzicowi stosować się do moich zaleceń, nie mam prawa żądać pracy w domu ani uczęszczania na zajęcia. To rodzic decyduje co zrobi i ocenia jakie są jego możliwości.

Jedną z ról specjalisty jest uświadomienie rodzicom jak ważne jest ich aktywne uczestnictwo w terapii nie tylko w trakcie zajęć w gabinecie, ale przede wszystkim na co dzień, w domowych warunkach. Terapeuta powinien wyjaśnić i pokazać rodzicom jak wspierać rozwój dziecka, jak wspomagać jego komunikację, jak usprawniać zaburzone sfery oraz co i w jaki sposób ćwiczyć, by dodatkowo wzmacniać i utrwalać dobre nawyki. Powinien zostawiać wskazówki do kontynuacji pracy w domu i uświadomić rodzica, że spotkanie z logopedą raz czy dwa razy w tygodniu to dopiero początek, to niewielki zalążek tego, co należy robić każdego dnia. Że bez systematycznej pracy nie możemy oczekiwać efektów terapii po tygodniu czy miesiącu spotkań, że czasem potrzeba tego czasu bardzo bardzo wiele nim uda zrobić krok w przód.

Rodzic świadomy możliwości i potrzeb własnego dziecka, świadomy swojej roli w procesie terapeutycznym, chętniej podejmuje się wyzwań i odczuwa naturalną chęć „bycia z dzieckiem” w tym ważnym i niewątpliwie trudnym dla nas wszystkich czasie. Lepiej też rozumie potrzebę dalszych konsultacji, dodatkowych badań czy jednoczesnych działań kilku specjalistów.

Jak to? Nie będzie machania językiem ani kserówek ze słówkami?! Logopedia jest dziedziną mocno interdyscyplinarną. Już dawno odeszły do lamusa poglądy, że logopeda zajmuje się tylko wymową, tylko ćwiczeniami przed lustrem i pracuje tylko z dziećmi w przedszkolu. Mimo to rodzice często są mocno zdziwieni, gdy pracę nad seplenieniem zaczynam od nauki połykania, gdy pracę nad szeregiem szumiącym zaczynam od pozycji spoczynkowej, a pracę nad mową samą w sobie od ćwiczeń motoryki małej. Gdy nie daję na pierwszym spotkaniu listy ćwiczeń i wyrazów do powtarzania, gdy proszę o wsparcie fizjoterapeutę, ortodontę albo laryngologa, bo wiem i to też tłumaczę, że samej nie udać mi się wypracować wszystkiego co konieczne do poprawy wymowy i funkcjonowania dziecka.

Największy opór i brak zaangażowania rodziców widzę w przedszkolu. Zajęcia raz w tygodniu, zeszyt raz jest, raz nie ma. Dzieci dużo, czasu mało i choć udało mi się wynegocjować spotkania jeden na jeden, wydłużyć je do 30minut na jedno dziecko, choć jestem na dyżurach, do dyspozycji, pod telefonem co rusz spotykam tam rodzica, który nie pokusi się nawet o chwilę rozmowy. Często nie odpowiada na telefon, nie stawia się na umówione spotkanie, a co gorsza nie ćwiczy w domu, baa nawet nie zagląda do zeszytu żeby skontrolować nad czym aktualnie pracujemy. Bywają rodzice, których przez cały rok szkolny nie widzę ani raz. To przykre, gdy dziecko otwarcie mówi, że mama nie miała czasu, a tata tak długo był w pracy..  a później słyszę od rodzica, że efektów nie widać.

Nie chcę generalizować, bo mam grono fantastycznych rodziców, zaangażowanych w ćwiczenia w domu, którzy starają się znaleźć chociażby te kilka minut każdego dnia mimo obowiązków i mimo natłoku spraw. Są i tacy, a ja bardzo ich cenię i zawsze dziękuję im za pomoc. Terapie przedszkolne rządzą się jednak trochę swoimi prawami, bo jakie działania terapeutyczne można podjąć raz w tygodniu przez kilkanaście minut? Jakich efektów się spodziewać? Bardzo bardzo bardzo niewielkich. Uwierzcie mi bądź nie, ale dobra połowa terapii przedszkolnych trwałaby znacznie krócej gdyby rodzice chcieli czynnie współpracować z logopedą.

Pamiętajmy, że każda terapia przynosi znacznie lepsze i szybsze rezultaty, gdy rodzic ćwiczy wraz z dzieckiem w domu, jest żywo zainteresowany wszystkimi działaniami oraz konsekwentnie stosuje się do wskazówek i zaleceń. Bez tego choćbyśmy my-specjaliści urobili się po łokcie efekty mogą okazać się żadne. Nie ma innej możliwości jak zakasać rękawy i wziąć się do pracy, zwłaszcza jeśli dziecko boryka się z dużymi problemami rozwojowymi i wymaga systematyczności w działaniu.
Druga strona medalu to nasze-terapeutyczne samopoczucie. Gdy słyszysz od rodzica, że nie widzi efektów, że nie jest zadowolony z przebiegu terapii, że spodziewał się i oczekiwał czegoś innego zaczynasz się zastanawiać czy aby przypadkiem jesteś na właściwym miejscu. Że może mogłaś coś zrobić lepiej, inaczej, szybciej, że może gdzieś popełniasz błąd i zaczynasz się demotywować.. bardzo trudno jest w takich sytuacjach złapać dystans.

Jednocześnie zdaję sobie sprawę, z tego iż rola rodzica wbrew pozorom nie jest łatwa, wymaga pokory oraz ogromnych pokładów cierpliwości, dużo konsekwencji, samozaparcia i wiary w potrzebę oraz słuszność prowadzonej terapii. To rodzic przygotowuje dziecko do wizyty u specjalisty,  zachęca i wspiera podczas ćwiczeń, jest też najlepszym oparciem i pocieszeniem w trudnych chwilach. A przy tym wszystkim ma na głowie dom, pracę, rodzinę, zakupy, inne obowiązki, finanse i tak dalej. Rozumiem to i szanuję. Staram się wówczas nie zasypywać rodziców kartami pracy czy kserówkami wychodząc z założenia, że lepsze jest 15minut systematycznych ćwiczeń niż nic, że korzystniej poprosić o jedno ćwiczenie dziennie wykonane od początku do końca niż wcale i taki system dobrze się sprawdza. Ja mam pewność, że dziecko ćwiczy, rodzic ma poczucie że wypełnia zadanie należycie, a dziecko widzi zaangażowanie i korzystamy wszyscy.

Rodzic aktywny, będący dla dziecka autorytetem, wzorem do naśladowania i motywacją, sam powinien wierzyć w sukces terapii, dostrzegać postępy dziecka, chwalić i cieszyć się nawet z najmniejszych sukcesów. Dziecko widząc szczerą radość i pozytywne nastawienie rodzica ma poczucie, że osiąga progres, a jego starania i trud włożony w zajęcia przynoszą oczekiwane efekty, dlatego też chętniej ćwiczy i dużo efektywniej pracuje.



Rodzicu nie bój się pytać, jeśli czegoś nie wiesz lub nie rozumiesz na czym polega wykonywane z gabinecie zadanie. Nie bój się dociekać, szukać, sprawdzać i działać samodzielnie. Nie bój się przyznać do błędów, niemocy i trudności. Nie bój się okazywać emocji. Nie obawiaj się, że z czymś nie zdążysz, że czegoś jest zbyt dużo, że to ponad Twoje siły.
Przygotuj się na poświęcenie, uzbrajaj w cierpliwość, bo każda terapia wymaga czasu, nie oczekuj więc efektów natychmiast i nie wymagaj cudów. Uwierz, że Twoje dziecko potrzebuje Cię teraz bardziej niż kiedykolwiek, bądź wsparciem i dbaj o to, by budowana relacja była najlepszym co możesz mu od siebie dać.

Udostępnij znajomym

2 komentarze

  1. Bardzo podobają mi się Twoje artykuły. Dziękuję!

    1. Miło mi to słyszeć! Pozdrawiam i zapraszam częściej 🙂

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*