Logopedia – moja ulubiona bajka

Uwielbiam być logopedą! To zdanie jest odpowiedzią na większość pytań jakie zadają mi rodzice, przyszli i obecni studenci, znajomi czy rodzina widząc z jaką radością i uśmiechem każdego dnia wyruszam na zajęcia. Logopedia jest moją pracą, zawodem i pasją, którą realizuję z ogromnym zaangażowaniem i wiem, że nie zamieniłabym jej na żadną inną. Od zawsze miałam dobry kontakt z dziećmi, lubię się nimi otaczać, lubię się z nimi bawić, lubię się z nimi (i od nich) uczyć, lubię obserwować jak beztrosko i bezpośrednio odbierają świat całym sobą. Dziś czerpię z tej relacji pełnymi garściami. Nadal mam w sobie pierwiastek dziecka i mocno dbam o to, by nigdy go nie zgubić.

Czy zawsze było i zawsze jest tak cukierkowo? Nie! Oczywiście, że nie. Rozpoczynając studia zupełnie nie wiedziałam co mnie czeka. Długa lista przedmiotów (niekoniecznie “czysto” logopedycznych), mnóstwo książek, artykułów, zajęć, egzaminów, ćwiczeń, praktyk i uczelnia pełna ludzi, przerażonych równie mocno jak ja. Przez pierwsze miesiące zupełnie nie potrafiłam się tam odnaleźć, setki razy zastanawiałam się czy podjęłam dobrą decyzję, czy wybór kierunku studiów (tak, logopedia była od samego początku świadomym wyborem) spełni moje oczekiwania i przede wszystkim czy ja sama sprostam wyzwaniu jakie przed sobą postawiłam. I z każdym kolejnym egzaminem, z każdym kolejnym semestrem, z każdym kolejnym dzieckiem jakie poznawałam upewniałam się, że to była dobra decyzja.

Kończąc studia miałam za sobą kilkadziesiąt godzin praktyk, kilka wolontariatów i garść wiedzy. Byłam niewątpliwie zafascynowana logopedią, każdego dnia chciałam więcej i więcej i więcej. Więcej wiedzieć, więcej czytać, więcej się uczyć, więcej działać, więcej pracować. Założyłam bloga i pracowałam na etacie, kilka miesięcy później otworzyłam gabinet, zaczęłam pracę w przedszkolu (jednym, drugim, trzecim), rozpoczęłam współpracę z kilkoma wydawnictwami, przygotowywałam się do prowadzenia zajęć na uczelni, jeździłam na szkolenia i kursy, a w efekcie pracowałam dziesięć godzin dziennie przez sześć dni w tygodniu.

Praca, która miała być spełnieniem marzeń pochłonęła mnie bez reszty. Zajmowała cały mój czas, każdą wolną chwilę, nie pozostawiając miejsca na nic innego. Któregoś dnia powiedziałam dość i urządziłam w swoim życiu rewolucję, chociaż wydaje mi się, że dojrzewanie do trudnych decyzji i wytrwanie w postanowieniach to proces, który nieustannie we mnie trwa. Wiem, że to w jakim miejscu jestem teraz nie jest kwestią wyłącznie przypadku i szczęścia, ale także wyborów, doświadczenia i ciężkiej pracy nad samym sobą.

Dziś wciąż zdarzają mi się mniejsze bądź większe kryzysy, gdy czas mija jak szalony, gdy nie wyrabiam na zakrętach, gdy za dużo robię, za dużo chcę, za dużo wymagam.. a w logopedii nie ma nic na już. Gdy tak długo trzeba czekać na efekty, gdy rodzice nie współpracują, gdy w przedszkolu dzieciaki nie chcą pracować, gdy oddaje pracy całą siebie, a często niewiele dostaję w zamian. Wtedy przychodzi kryzys. Wtedy muszę mocno sobą samą potrząsnąć, wciąć bardzo głęboki oddech albo zrobić sobie kilka dni wolnego żeby wrócić na dobre tory. 

Jeśli robisz to co kochasz, nigdy nie będziesz musiał pracować

To prawda. W tym temacie niewiele się zmieniło. Nadal tak samo bardzo, albo może nawet jeszcze bardziej, kocham swoją pracę. Nauczyłam się jednak, że praca – nawet jeśli jest najlepszą pracą na świecie – to tylko praca, że w całym tym logopedycznym szaleństwie nie wolno mi zapominać o sobie. Nauczyłam się lepszej organizacji, nauczyłam się rozdzielać zadania, nauczyłam się odmawiać i rezygnować z części propozycji, nauczyłam się odpowiednio dobierać zajęcia i konsekwentnie trzymam się ustalonych zasad, ale przede wszystkim nauczyłam się odpoczywać. Dzięki temu mam więcej czasu dla siebie, więcej energii dla moich dzieciaków i jeszcze więcej satysfakcji z tego, co razem robimy. Doceniam i celebruję chwile, dostrzegam urok i magię codzienności, bardzo cenię swój czas i rozsądnie nim gospodaruję.

Nadal się uczę, nadal czytam, nadal dużo pracuję, nadal chcę wiedzieć więcej, nadal podejmuję wyzwania jakie stawia przede mną życie prywatne i zawodowe, ale robię to dużo bardziej świadomie. Dziś z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że praca logopedy jest moją bajką, z gościnnymi występami cudownych księżniczek i wspaniałych królewiczów i groźnych smoków, których spotykam na swojej drodze.

Udostępnij znajomym

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*